Archive for the SKN Wodolot Category

Wesołych Świąt !!!

Posted in SKN Wodolot on 24 Grudzień 2012 by wodolot

zyczenia wodo

 

 

 

Szokujący raport – W Toruniu szybowiec prawie zdekapitował młodych archeologów

Posted in Ciekawostki, Kołowe wiadomości, Sekcja lotnicza, Sekcja nieinwazyjna, SKN Wodolot, Spotkania z Wodolotem with tags , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , on 7 Październik 2012 by wodolot

Niedzielna sielanka została brutalnie przerwana przez awaryjne lądowanie szybowca typu „Bocian”

Na początku każdych studiów archeologicznych młodzi studenci są ostrzegani o niebezpieczeństwach wykonywania zawodu: marskość wątroby, skolopendry, naziści, panie z dziekanatu. Jednak to co spotkało pewnego wrześniowego niedzielnego popołudnia grupę młodych archeologów (absolwentów i studentów Instytutu Archeologii UW, członków SKN Wod.o.lot) prowadzących poszukiwania drugiej Nieszawy wykraczało dalece poza skalę znanych zagrożeń zawodowych.

Mniej więcej o godzinie 15:30 nad głowami grupy prowadzącej pomiary magnetyczne pojawił się bez ostrzeżenia szybowiec typu „Bocian”. Rozpoczął procedurę awaryjnego lądowania na polu tuż pod zamkiem dybowskim. Rozbił się niecałe 10 metrów od obszaru badawczego, prawie zahaczając swoimi skrzydłami o ludzi, samochód i sprzęt geodezyjny rozstawiony w polu. Mimo awaryjnego lądowania i faktu, że szybowiec znalazł się niecałe 3 metry nad głowami uczestników badań na szczęście nikomu nic się nie stało.

„Kurde, termika mi siadła, sorry chłopaki” przyznał pilot szybowca.

Kurde, termika mi siadła, sorry chłopaki” przyznał pilot szybowca. Zdenerwowanie było widać również na twarzach świadków zdarzenia. „Pierwszy zauważyłem pikujący szybowiec. Prawie uderzył w baobaby, które rosną obok Zamku Dybowskiego. Zdążyłem ostrzec moich kompanów jedynie za pomocą nerwowego śmiechu” relacjonował prezes SKN Wod.o.lot Michał Pisz.

Szczerze mówiąc to nawet go nie zauważyłem. Podobno prawie uciął mi głowę? Całe szczęście, że na chwile straciłem koncentrację między przestawianiem taśmy dla osoby robiącej pomiary i schyliłem się zaintrygowany robakiem, który łaził po rżysku” bez bicia przyznaje się kapral rezerwy i prawie magister WGiSR Szymon Domański.

Akurat patrzyłem w drugą stronę gdy maszyna nadlatywała. Moją czujność rewolucyjną wzbudził nerwowy śmiech Michała i dziwny świst – prawie jak odrzutowca. Dopiero gdy się odwróciłem spostrzegłem, że coś jest nie tak. Tuż nad głową Szymona był dość spory szybowiec. Skąd on się tam wziął?” pyta zszokowany Piotr Wroniecki i dodaje „To znak! Muszę przemyśleć moje życie. Nie na to się pisałem gdy rozpocząłem przygodę z archeologią. Miało nie być matmy i w ogóle a tym bardziej miało nie być katastrof lotniczych. W jednej chwili stoję sobie na polu i kontempluję anomalie a w drugiej oczami wyobraźni widzę jak wszystkim głowy lecą i szybowiec wybucha. Może za dużo oglądam telewizji?

Mimo drastycznego zajścia badania zostały z powodzeniem zakończone. Będzie można w niedalekiej przyszłości poczytać o nich na łamach tej strony. „Może właśnie dlatego nie powinno się pracować w niedziele?” kwituje Michał Pisz.

Po godzinie pojawiły się nieoznakowane wozy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i usunęły dowody katastrofy. Byliby wcześniej ale „był korek na moście”.

(PW)

 

 

 

Trypolitania i Fezzan 2010 – cz. 1

Posted in Archeologiczny Przewodnik Muzealny, Ciekawostki, SKN Wodolot, W obiektywie Google Earth with tags , , , , , , , , , , , , , , , , , , , on 9 Styczeń 2012 by wodolot

Zimowy marazm, nieciekawa pogoda za oknem i wciąż żywy konflikt domowy w Libii, który uniemożliwia wielu ludziom – w tym misjom archeologicznym – wjazd do tego kraju, skłoniły mnie do przygotowania dla naszych czytelników swoistej podróży po tym pięknym i wyjątkowym kraju.

W lutym 2010 roku, wraz z prof. Tadeuszem Sarnowskim, jego żoną, Ludmiłą Kovalevską, dr Krzystofem Domżalskim oraz moją narzeczoną, Joanną Balcerzak, wybraliśmy się na prywatną eskapadę, aby zwiedzić Libię, a konkretniej jej zachodnią i południową część.

Na początek trochę geografii i historii (źródło: Wikipedia).

Libia (za: Wikimedia Commons)

Libia jest państwem położonym w Afryce północnej, nad zatoką Wielka Syrta na morzu Śródziemnym. Większość powierzchni kraju zajmują pustynie i półpustynie, z gdzieniegdzie występującymi oazami. Libia w obecnych granicach zajmuje powierzchnię prawie 1 mln 800 tys. km² (dla porównania Polska – nieco ponad 312 tys.  km²), lecz na całej jej powierzchni żyje zaledwie około 6 mln ludzi (dla porównania Polska – niemal 40 mln obywateli). W związku z tym Libia jest jednym z krajów o najniższym współczynniku gęstości zaludnienia na świecie (228 pozycja z 241 sklasyfikowanych krajów Świata z wynikiem 3,5 osoby na 1  km²).

Libia współcześnie dzieli się na trzy regiony administracyjno-geograficzne, który to podział również wywodzi się z czasów historycznych. Są to Trypolitania (północny zachód), Cyrenajka (wschodnia część kraju) oraz Fezzan (na południowym zachodzie). Libia graniczy (zgodnie z ruchem wskazówek zegara) z Egiptem, Sudanem, Czadem, Nigrem, Algierią i Tunezją.

Większość populacji Libii stanowią arabowie (ponad 80%), jednak wewnątrz kontynentu spotkać można bardzo dużo ludności berberyjskiej, oraz napływowej – z ościennych państw „czarnej Afryki” – czadyjczyków, nigryjczyków, sudańczyków. W większości są to jednak nielegalni imigranci, stąd niezawsze są uwzględniani w statystykach.

Do wiosny 2011 roku kraj był rządzony przez dyktatora, płk. Muammara Al-Kaddafiego, a specyficzny ustrój zwany był wówczas „Dżamahiriją”. W wyniku wojny domowej, powołany został rząd tymczasowy, a ustrój kraju został przekształcony w republikę demokratyczną, jednak tworzenie odpowiedniego aparatu władzy nie zostało jeszcze zakończone.

Nasza wyprawa została zorganizowana mniej więcej na rok przed wybuchem rewolucji w Libii. Założeniem było podążanie śladami imperium rzymskiego na terenie Trypolitanii oraz Fezzanu.

Z uwagi na spore utrudnienia dla niezorganizowanych grup turystycznych, podzieliliśmy naszą wyprawę na dwa główne etapy: Etap pierwszy, wewnątrzkontynentalny, podczas którego podróżowaliśmy busem z kierowcą oraz lokalnym przewodnikiem, oraz Etap drugi – „brzegowy”, gdzie poruszaliśmy się wynajętym samochodem, głównie wzdłuż  linii brzegowej, zwiedzając co ciekawsze stanowiska archeologiczne – również te mniej popularne.

 Podróż

Najtańszym wówczas sposobem dostania się do Trypolisu był lot libijskimi liniami lotniczymi Libyan Airlines z Rzymu. Korzystając z konieczności pojawienia się w Wiecznym Mieście, postanowiliśmy również tam przedłużyć sobie pobyt i urządzić małą wycieczkę. Zieleń obecna tam na każdym kroku i relatywnie wysokie – w porównaniu do krajowych – temperatury, panujące wówczas w Rzymie były przyjemną odmianą od naszej szarej, zimnej, polskiej rzeczywistości.

Tuż przed wylotem z Katowic… Zimno!

Wieczne miasto Rzym

Muzea Watykańskie

Urokliwe uliczki Watykanu

 Fiat 500 zaparkowany w ciasnej uliczce, to w Rzymie częsty (i jakże piękny) widok

Budynek, którego nie trzeba nikomu przedstawiać

 W Rzymie historia znajduje się na każdym kroku

Circus Maximus

 Termy Karakalli

Po krótkim, acz intensywnym pobycie w Rzymie, nadszedł czas na danie główne: Libię. W dalszym ciągu, naszym głównym celem było zwiedzanie pozostałości rzymskich, aczkolwiek wiedzieliśmy, że Libia ma do zaoferowania dużo więcej. Nie rozczarowaliśmy się.

Libia zimą jest całkiem zieloną krainą – tu podejście do lądowania w Trypolisie

Nasz pobyt zaczęliśmy od spędzenia (poniekąd z musu) kilku dni w stolicy Libii, Trypolisie. Musieliśmy załatwić tam różnego rodzaju sprawy administracyjne związane chociażby z dalszym przebiegiem naszej wycieczki, a przy okazji poznaliśmy lepiej miasto.

Łuk triumfalny Marka Aureliusza, to jedna z niewielu pozostałości archeologicznych w Trypolisie, po rzymskim mieście Oea

 Jedna z wąskich uliczek Trypolitańskiej mediny

 Medina nocą – swoista orgia rozmaitych smaków, zapachów, kolorów i dźwięków

Po załatwieniu wszystkich czynności związanych z naszą podróżą, ruszyliśmy w drogę. Do Trypolisu jeszcze wrócimy, jednak najpierw zobaczymy jak wygląda południe kraju. Jak wspominałem, zostaliśmy niejako zmuszeni do wynajęcia busa wraz z kierowcą i przewodnikiem. Początkowo żałowaliśmy, gdyż wiedzieliśmy, że nie będziemy tak swobodni, jak jadąc samodzielnie, jednak już niebawem okazało się, że nie była to zła decyzja. W ciągu dnia pokonywaliśmy ogromne dystanse, a jak się okazało, odtwarzacz MP3, lub profesor Sarnowski czytający na głos przewodnik archeologiczny po Trypolitanii, to niezbędne umilacze czasu, dla na wskroś monotonnego pejzażu migającego za oknem czasami nawet przez kilka godzin bez przerwy pomiędzy kolejnymi przystankami naszej podróży.

 Na północy kraju za oknem jeszcze trochę zieleni…

…jednak im dalej na południe…

…tym piachu coraz więcej…

…a droga coraz bardziej monotonna.

Pierwszym ważnym przystankiem na trasie naszej podróży był rzymski fort limesowy w Bu Njem ( Google Maps ). Fort został przebadany wykopaliskowo, jednak luźny piach toczony przez silne, pustynne wiatry zasypał go w kilka lat w takim stopniu, że w niektórych miejscach ciężko domyśleć się, iż jego pozostałości zostały odkryte. Niemniej jednak ruiny do połowy zagrzebane w piasku, wywołują niesamowite wrażenie. Jest to typowo filmowy, romantyczny wręcz krajobraz. Wszyscy adepci archeologii zapewne właśnie w ten sposób wyobrażają sobie swój przyszły zawód.

Fort w Bu Njem wraz z naszpikowaną pozostałościami archeologicznymi okolicą na zdjęciu satelitarnym

 Forty, które zwiedzaliśmy charakteryzowały bramy o ściętych narożnikach, oraz to, że były budowane na planie „karty do gry”. Na zdjęciu od prawej Asia Balcerzak, prof. Sarnowski i pani Ludmiła Kowalewska

 Romantyczny krajobraz archeologiczny z ruinami, których nie udało się wydrzeć pustynii

Specyfiką trasy którą obraliśmy, było małe natężenie miejsc do zwiedzania na naszej marszrucie. Po krótkiej wizycie w Bu Njem (Abu Nujaym), ruszyliśmy w dalszą drogę. Cel: Al Houn i nocleg. Dystans całkowity tego dnia: prawie 650 km. Na szczęście w Libii tania jest benzyna.

 Dalej na południe zieleń spotyka się w oazach

 W miastach południa można spotkać również czarnoskórych imigrantów – ta grupka to najemnicy, czekający na zleceniodawców

 Czołg na lawecie. Któż mógł przypuszczać, że mniej więcej rok później sytuacja w Libii tak się odmieni?

 Docieramy do Al Houn. Na zdjęciu dr K. Domżalski

W Al Houn chciałbym zakończyć pierwszą część naszej podróży po Libii i jednocześnie zaprosić na kolejne odsłony już niebawem! A czeka nas wiele emocji, m.in.:

  • herbatka w Al Houn
  • wizyta w stolicy państwa Garamantów
  • prześliczna, malownicza medina Ghadamesu
  • wizyta w kolejnych fortach rzymskich
  • spektakularnie położona willa w Ain Sharshara
  • wielbłądy na drodze
  • Garbus Kaddafiego
  • Sztandarowe stanowiska Libii, czyli Leptis Magna i Sabratha
  • oraz wiele wiele innych!

Zapraszam do śledzenia dalszego ciągu podróży!

Michał Pisz

SKN „Wod.o.lot” na VIII Kongresie Kół Naukowych UW w Spale

Posted in Konferencje, Kołowe wiadomości, Sekcja lotnicza, Sekcja nieinwazyjna, Sekcja podwodna, SKN Wodolot with tags , , , , , , , , , on 5 Grudzień 2011 by wodolot

W dniach 2-4 grudnia, tym razem w Spale, odbył się już VIII Kongres Kół Naukowych i Artystycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Każde z Kół wystawiało reprezentację złożoną z trzech członków, z których każdy prezentował dokonania Koła, lub efekty projektów przez nie realizowanych.

Reprezentacja naszego SKN składała się z Michała Pisza – świeżo wybranego przewodniczącego Koła, Marty Bajtler – dawnej Sekretarz, obecnej Wiceprzewodniczącej, oraz ustępującego Prezesa – Piotra Wronieckiego, dla którego wyjazd ten był ukoronowaniem jego 6-cioletniej przygody ze studiowaniem archeologii, a także dwuletniego okresu przewodniczenia Wodolotowi.

Podczas Konferencji Marta Bajtler prezentowała referat traktujący o badaniach podwodnych w południowej Turcji, w których uczestniczyły nurkujące studentki naszego Koła, jednocześnie realizując projekt zajmujący się zagadnieniem miast portowych rzymskiej Licji i Pamfilii.

Michał Pisz opowiadał o projektach zrealizowanych w trakcie ostatnich wakacji na Krymie (Ukraina) oraz w Novae (Bułgaria). Więcej o tych badaniach możecie przeczytać na http://nieinwazyjna.archeolog.pl

(MPisz)

Spotkanie koła dla wszystkich zainteresowanych

Posted in Kołowe wiadomości, Sekcja lotnicza, Sekcja nieinwazyjna, Sekcja podwodna, SKN Wodolot on 28 Listopad 2011 by wodolot

Zapraszam wszystkie osoby, które chciałyby przystąpić do jedynego w swoim rodzaju w Polsce koła „Wod.o.lot” (zajmujące się geofizyką, archeologią podwodną i lotniczą) na pierwsze (i w związku z tym bardzo ważne) spotkanie organizacyjne w tym roku akademickim.

Dla obecnych członków koła, bardzo ważne wieści – czas na zmianę warty! o 12:45 odbędą się wybory do zarządu koła. Władza, prestiż i bogactwo – to wszystko może być wasze 😉

Data : 02.12.2011 (piątek)

Czas : 13:00

Miejsce : Instytut Archeologii UW sala 207, Kampus Centralny Krakowskie Przedmieście 26/28

Do zobaczyska!

(PW)

Spotkanie koła 02.12.2011

Posted in Kołowe wiadomości, SKN Wodolot on 21 Listopad 2011 by wodolot

Chcielibyśmy wstępnie wszystkich zainteresowanych poinformować, że spotkanie Koła odbędzie się 2-ego grudnia 2011. Jeżeli interesujesz się geofizyką, archeologią lotniczą, nurkowaniem, fotogrametrią, dokumentacją cyfrową itd… to jest to dobra okazja, żeby zapisać się do SKN „Wod.o.lot” i zacząć działać. Więcej informacji pojawi się pod koniec tygodnia.

(PW)

Archeologia Nieinwazyjna » Atak za naddunajski limes!

Posted in Ciekawostki, Kołowe wiadomości, Sekcja lotnicza, Sekcja nieinwazyjna, SKN Wodolot on 31 Sierpień 2011 by wodolot

Z dniem dzisiejszym skończyliśmy oficjalnie prace w Bułgarii. Jutro czeka nas przeprawa przez Dunaj – niczym wojska Trajana podążymy w serce Karpat. Następnie przebijemy się przez północną Transylwanię na Węgry, Słowację i wrócimy do ojczyzny.

więcej na blogu Archeologia Nieinwazyjna 

%d bloggers like this: